Kontrast:
Czcionka: A A+ A++

Wielkanocne zwyczaje na Pomorzu

Rok 1534 odmienił religijne oblicze Pomorza Zachodniego. Podczas sejmu trzebiatowskiego książęta pomorscy zdecydowali o przyjęciu nauki protestanckiej jako religii państwowej. Taki stan utrzymywał się aż po rok 1945, kiedy na ziemie te przybyła ludność w większości katolicka. Jednak historia to nie tylko daty i władcy. Historia to przede wszystkim zwykli ludzie. Jak dawniej obchodzono Wielkanoc w protestanckich domach? Pani Margaret Pasternak, która urodziła się i wychowała w jednej z pomorskich wsi, a dziś mieszka w Słupsku, opowiedziała nam o zwyczajach zapamiętanych z dzieciństwa.

Czas wielkanocnych przygotowań rozpoczynał się od przyniesienia do domu brzozowych gałązek, na których rozwijały się listki. Stawiono je w wazonie, niekiedy ozdobione wydmuszkami i kolorowym papierem. Niedziela Palmowa była dniem, w którym cała rodziną wybierała się do kościoła. Tak też czyniono w Wielki Czwartek i Wielki Piątek (w krajach protestanckich ten ostatni dzień jest wolny od pracy).

Pani Margaret wspomina ciekawym zwyczaj, kultywowany w jej rodzinnej miejscowości. W Niedzielę Wielkanocną, przed świtem, trzeba było iść po wodę do strumyczka. Nalewało się ją filiżanką do małego wiaderka. W domu stawiało się wodę na stole i myło nią twarz. Wszystko to należało zrobić w absolutnej ciszy, nie wolno było rozmawiać. „Woda musiała być czysta, bez gadania”. Dopiero po zakończeniu ablucji można było się odezwać, a nawet udać jeszcze na krótką drzemkę. W zwyczaju tym połączone zostały: tradycja ludowa, przypisująca wodzie magiczną moc, i symbolika chrześcijańska, w której woda, nieodłączny element chrztu, oczyszcza człowieka z grzechów i czyni go nową osobą, predestynowaną do świętości – dzieckiem Bożym.

W Wielkanoc przed śniadaniem rodzina szła na nabożeństwo do kościoła. Po powrocie wspólnie spożywano świąteczny posiłek. Królowały w nim jajka; towarzyszyły im sałatka jarzynowa, szynka i gęsina. Jaja farbowano w łupinach cebuli, a później dekorowano metodą drapania.

W niedzielę rano przychodził do dzieci zając i przynosił słodycze. Pani Margaret wspomina scenę z dzieciństwa, kiedy to weszła w kuchni na krzesło i przez okno zobaczyła, jak mama ukrywa prezenty w ogródku. Gdy do pomieszczenia wszedł brat, dziewczynka krzyknęła: „To mama jest zającem!”. Jednak rezolutne starsze rodzeństwo szybko wyprowadziło ją z błędu: zapracowany zajączek po prostu poprosił mamę o pomoc w roznoszeniu upominków.

Drugiego dnia świąt odwiedzano rodzinę oraz znajomych. Lany Poniedziałek obchodzono w specyficzny sposób: zwyczajem powszechnym na pomorskiej wsi było chodzenie z rózgą. Obrywali nią przeważnie chłopcy. „Miałam czterech kuzynów. I pamiętam, jak moja ciocia już czekała z rózgą, a chłopaki zamknęli się na klucz w pokoju”.

Pani Margaret ze wzruszeniem opisała obchody Wielkanocy w czasach swego dzieciństwa. W jej wspomnieniach były to dni radosne, beztroskie, rodzinne – takie, jakie zawsze i wszędzie powinny być święta. W swoim domu podtrzymuje większość zapamiętanych zwyczajów.

Rozmowę przeprowadziła wiosną 2020 roku Bogna Buziałkowska.

7 kwietnia, 2021 10:21 am Opublikowane przez

Skategoryzowane jako: